Muranów
Gutek Film     Era Nowe Horyzonty     Edukacja - Era Nowe Horyzonty     Celuloid    
Szukaj
W poszukiwaniu harmonii.
Podróż do Azji
22 listopada, godz. 18.30

Pomyśleć tylko, że tak wiele ego może w jednym momencie spotkać się i zgodnie pójść w jednym kierunku. Za każdym razem jest to coś niewiarygodnego.
To proces, który nie ma końca: interakcje pomiędzy ludźmi są niezmiennie fascynujące. Jak to utrzymać? Jak zachować atmosferę pozytywnej energii wśród tak wielu silnych osobowości? Gdzie jest punkt zwrotny, w którym zaczną wykorzystywać demokrację? Co jest najlepsze dla orkiestry? Szukam odpowiedzi na te pytania przez całe życie
.
(Sir Simon Rattle)

Harmonia jest nietrwała. Harmonia powstaje z różnorodności: wielu głosów, które tworzą razem wspólny dźwięk. Może być triumfalnie głośny lub ucieleśniać ciszę. Wielu poświęca całe życie na poszukiwanie harmonii. Harmonia to pokonanie sprzeczności: unikalne doświadczenie wspólnego tworzenia.
Reżyser Thomas Grube i jego doskonała ekipa filmowa towarzyszyli Orkiestrze Filharmoników Berlińskich i Sir Simonowi Rattle’owi podczas trasy koncertowej po Azji. Sześć tętniących życiem metropolii, a w nich niesamowite połączenie tysiącletnich tradycji z zapierającą dech w piersiach ultranowoczesnością. To zderzenie zachodniego myślenia z dalekowschodnią filozofią, współczesnej Europy i Azji staje się zarazem podróżą za kulisy tajemniczego i pełnego napięć życia jednej z najlepszych orkiestr świata a także w głąb emocjonalnych wszechświatów poszczególnych muzyków.



W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji opowiada o nieustającej walce pomiędzy ego i społecznością; o odwiecznym, a jednak wciąż nowym poszukiwaniu harmonii w sobie samym i w grupie. Oto niezwykła historia o sztuce i ludziach, o melancholii i entuzjazmie, samotności i tęsknocie za miłością. Uniwersalna przypowieść o życiu, która łącząc fascynujące obrazy konfliktów pomiędzy jednostką i grupą z upajającą jakością dźwięku tworzy porywającą kinową przygodę.

W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji to poruszający film o sztuce – sztuce harmonii i sztuce życia.

Wszechświat Berlińskich Filharmoników: 126 muzycznych wirtuozów o odmiennych osobowościach, których indywidualne talenty współtworzą brzmienie orkiestry, a jednocześnie muszą być eksploatowane w sposób najkorzystniejszy dla dobra ogółu. Jak to osiągnąć w wymiarze zarówno ludzkim i artystycznym? Dokąd prowadzą sprzeczności pomiędzy tradycją i nowoczesnością, pomiędzy ego i wspólnotą?
Światowej klasy orkiestra stanowi społeczność, która kieruje się własnymi zasadami i tradycjami. Jest to demokratyczny mikrokosmos – zjawisko unikalne w świecie muzyki. Jego spójność opiera się na wspólnej muzycznej pasji, ale musi wytrzymać dużą presję, rywalizację i szereg ograniczeń.
Choć biografie Filharmoników Berlińskich i ich drogi do orkiestry wiele dzieli, jeszcze więcej ich łączy: miłość do muzyki i instrumentu, radość czerpana z wymiany muzycznej wrażliwości, samotność podczas ćwiczenia, duch współzawodnictwa i dar obserwacji, pragnienie sławy, wątpliwości i spadki formy, ambicja by rozwijać się i doskonalić a wreszcie – życie pod nieustanną presją poprzeczki ustawianej wysoko przez innych i samego siebie.
W 125-letniej historii Orkiestry Filharmoników Berlińskich po raz pierwszy mamy okazję z tak bliska obejrzeć jej pracę od kuchni. Wraz z głównym dyrygentem Sir Simonem Rattle’em, muzycy wyruszają w tournee obejmujące Pekin, Seul, Szanghaj, Hong Kong, Tajpej i Tokio, a w walizkach wiozą partytury do „Asyla” Thomasa Adèsa, „Eroiki” Beethovena i „Ein Heldenleben” Richarda Straussa. W tętniących życiem metropoliach, na styku zachodniej tradycji i dalekowschodniej filozofii, w zawieszeniu pomiędzy ciekawością, pasją i znużeniem uwidaczniają się różnorodne motywacje, temperamenty i odrębne osobowości członków orkiestry.
Film dokumentuje wyczerpujące dni trasy koncertowej, prób orkiestry, klas mistrzowskich, rzadkich i krótkich wycieczek wciśniętych w napięty grafik muzyków, samotność ćwiczenia w pokojach hotelowych, konferencje prasowe i przygotowania organizacyjne, narastające emocje przed koncertem i wreszcie, pełen skupienia występ orkiestry przed publicznością.
Thomas Grube z ogromną zręcznością i intuicją przeplata te obserwacje impresjami z podróży po Azji i wypowiedziami poszczególnych muzyków. Niezwykle szczerze i refleksyjnie opowiadają o wątpliwościach, wysokich wymaganiach, o przyjaźni i rywalizacji, o marzeniach i presji otoczenia, o wyczerpujących próbach i melancholii rozstania... A także o nieustannym poszukiwaniu harmonii i spełnienia, które w pewnym fascynującym momencie objawia się podczas koncertu dla 30 tysięcy osób w Tajpej.



W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji układa szereg elementów w olśniewającą, odurzającą całość. Słyszymy poruszającą muzykę Adèsa, Beethovena i Richarda Straussa, którego „Ein Heldenleben” stanowi wątek ilustrujący narrację. Wielość płaszczyzn i stadiów podróży została z obserwacyjną przenikliwością udokumentowana przez operatorów Anthony’ego Doda Mantle’a (zdobywca Oscara za „Slumdog. Milioner z ulicy”), Alberto Venzago i René Dame’a. Wykorzystując odgłosy otoczenia zarejestrowane podczas tournee kompozytor Simon Stockhausen stworzył do filmu fascynującą ścieżkę „Dźwięki Azji”, która łączy muzykę Filharmoników Berlińskich, ich życie i doświadczenia z podróży w porywające dzieło zgłębiające cud harmonii.
Tej tajemnicy nie można wyrazić słowami...
Film W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji trzeba po prostu przeżyć.


Z WYWIADÓW Z MUZYKAMI
ŻYCIE ORKIESTRY
Niektórzy cię lubią, inni mniej... to wielkie, przypadkowe towarzystwo. Sztuka polega na tym, by odłożyć na bok indywidualizm, swoje „ja” i powiedzieć: „Teraz robimy muzykę wspólnie!” (Fredi Müller)
Aby grać z powodzeniem w wielkiej orkiestrze, trzeba mieć niezwykle silną osobowość. Ponadto, niezbędna jest samokontrola. Napięcie między tymi dwoma biegunami jest źródłem problemów dla każdego muzyka, ale jednocześnie – źródłem tajemnicy danej orkiestry. (Simon Rattle)
Gdyby kazano nam uformować równy szereg, dostosować się do hierarchii, czy pracować z dyrygentem despotą, utrzymanie zespołu w wysokiej formie byłoby w tych czasach niemożliwe. Orkiestra to kosmos złożony z wielu żywiołów i tak właśnie funkcjonuje. (Klaus Stoll)
Dla nas to decydujący czynnik: muzyka jest interakcją, a nie odtworzeniem wyćwiczonego do perfekcji utworu. Dlatego w zespole doskonałość jest nieosiągalna. (Franz Schindlbeck)

HARMONIA
Osiemdziesiąt osób nie gra razem po to, by brzmieć jak jedna. To zderzenie odmiennych osobowości i styli gry tworzy brzmienie orkiestry. Każdy daje odrobinę indywidualizmu i w ten sposób powstaje cudowna, żywa muzyka. Zdarzyły się takie występy, podczas których myślałem: „Boże, pozwól mi teraz umrzeć, bo to najszczęśliwsza chwila mojego życia.” (Götz Teutsch)
Relacja, która łączy dyrygenta z tą grupą ludzi - nie opiera się wyłącznie na muzyce... Głęboka więź z muzyką i poszczególnymi osobami, przeżywanie wszystkiego jako część całości i świadomość własnego wpływu na nią jest totalnie... To po prostu narkotyk, który nie ma sobie równych. I z radością pozostanę ćpunem do końca moich dni. (Simon Rattle)

AZJATYCKIE TOURNEE
Byłem pod wrażeniem niewiarygodnej prędkości, z jaką tamtejsi ludzie żyją, innym upływem czasu. W miastach takich jak Hong Kong czy Szanghaj czasem z rozczuleniem myślałem o naszej kochanej starej Europie. (Götz Teutsch)
Jeśli nie przywieziesz z Azji odrobiny pokory, to przegapiłeś sedno sprawy. To niezwykłe natężenie ruchu, społeczeństwa przechodzące nieustanne przemiany... Oszołomiła mnie informacja, że w Azji liczba uczniów w klasie fortepianu przewyższa całą populację Niemiec. Przepraszam, nie w całej Azji, lecz w samych Chinach! (Simon Rattle)
Często przywołuję obrazy i wspomnienia sprzed 26 lat, gdy występowaliśmy na ogromnym stadionie w Pekinie: wszystko było takie nowe i świeże. Panował kompletny chaos. Teraz po 26 latach wracamy, a na bilecie widnieje cena, która stanowi równowartość minimum dwóch przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń. Zadaję sobie pytanie: Gdzie jest złoty środek? Interesują mnie takie zagadnienia. Lubię przyglądać się życiu na ulicach. Co tam się dzieje? To rzeczywistość. Podobna jak w Berlinie. A my jesteśmy ucieleśnieniem wisienki na torcie. (Fredi Müller)



PODRÓŻ W NIEZNANE ŚWIATY
WYWIAD Z REŻYSEREM THOMASEM GRUBE

Co Pana skłoniło do stworzenia filmu o Orkiestrze Filharmoników Berlińskich po „Rytm to jest to!”?
Świat muzyki klasycznej pokazał mi mój przyjaciel i wspólnik Uwe Dierks, który na studiach pracował jako kierowca Leonarda Bernsteina. Zapoznał mnie z tym kompozytorem i jego muzyką. Potem zrobiliśmy kilka filmów dla Deutsche Grammophon, dzięki czemu poznaliśmy takich artystów jak Placido Domingo, Hilary Hahn, Anne Sophie Mutter i Filharmoników Berlińskich – wtedy pod batutą Claudio Abbado. Filmem „Rytm to jest to!” weszliśmy w ten świat głębiej i dalej. Gdy członkowie Orkiestry Filharmoników Berlińskich zaproponowali, byśmy im towarzyszyli podczas niezwykłego tournee po Azji, po prostu nie mogłem odmówić. Podczas kręcenia filmu „Rytm to jest to” nawiązaliśmy więź opartą na zaufaniu, dzięki której ta podróż była unikalną okazją stworzenia wnikliwego portretu tej legendarnej orkiestry.
Zawsze interesowałem się procesem powstawania sztuki: momentem tworzenia i jego ludzkim wymiarem. Zrozumienie życia i współzależności tego niezwykłego kolektywu artystów było dla mnie osobistą podróżą, przygodą i szalenie satysfakcjonującym przeżyciem. Od początku było jasne, że film „W poszukiwaniu rytmu. Podróż do Azji” powinien mieć zupełnie innych charakter dramaturgiczny, niż „Rytm to jest to!”. Chciałem opowiedzieć o orkiestrze, grupie ludzi, wręcz całej społeczności. Troje, czy czworo bohaterów nie spełni roli całości. Podjąłem wyzywanie i postanowiłem zaryzykować. W filmie przeplatają się głosy 25 muzyków. Mimo to, wydaje mi się, że widz jest w stanie wczuć się w ich sytuację.

Czy muzycy od początku byli świadomi, że film tak głęboko spenetruje zakulisowe życie orkiestry?
Myślę, że wielu nie wiedziało, czego się spodziewać. Przedstawiliśmy im nasz pomysł i otrzymaliśmy ich zgodę, ale nie wiedzieliśmy dokładnie, dokąd nas ta podróż zaprowadzi. Oni nam zaufali. Ci artyści o silnych osobowościach podczas wywiadów niewiarygodnie się otworzyli, dzięki czemu mogłem zadawać im bardzo osobiste pytania. Ostateczny kształt filmu był w naszych rękach, bo jak zawsze sami go produkowaliśmy. Zaufanie, którym obdarzyli nas wszyscy muzycy i Simon Rattle jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, było warunkiem powstania produkcji. W grudniu 2007 pokazaliśmy im skończony film i dla mnie była to najważniejsza projekcja mojego dzieła. Bardzo mi zależało na tym, by nie wycofywali się z tego, co opowiedzieli w filmie. Potwierdzili, że to prawda.

Jak wyglądał proces doboru bohaterów i tematów?
Mieliśmy 6 miesięcy na zbieranie informacji, pracę nad scenariuszem i przygotowania. Na początek zakleiłem ścianę mojego biura 126 zdjęciami. Następnie wraz z moim asystentem Lukasem Macherem przeprowadziliśmy wstępne godzinne wywiady z muzykami, po pięć dziennie. Przed rozpoczęciem tournee byliśmy po 55 takich rozmowach. Oczywiście kryteria i aspekty, które interesowały mnie szczególnie, na początku determinowały nasze działania. Jednak wkrótce do głosu doszły nasze uczucia i sympatie. Jednym z istotnych motywów przewodnich była dla mnie idea roku próbnego: młody człowiek, który dołącza do tej orkiestry, ma szansę na angaż na całe życie. Ci ludzie spędzają potem ze sobą 40 lat, i to w takim natężeniu kontaktu i emocji, jakiego próżno szukać w innym zawodzie. Muzyk podczas roku próbnego i w pierwszych latach angażu musi zżyć się ze społecznością, nauczyć słuchania i empatii. Dopiero wtedy zostanie zaakceptowany przez grupę jako jej równoprawny członek. Pojawiają się konflikty pokoleniowe: „starszyzna”, która grała pod dyrekcją Karajana uosabia ducha tradycji. Film opowiada o życiu w orkiestrze posiłkując się analogią do „Ein Heldenleben”: zaczynając od chwili dołączenia do orkiestry, a kończąc na „śmierci”, czyli ostatnim koncercie przed przejściem na emeryturę.

Podróżowaliście z czterema operatorami. Jaki był podział zadań?
Czterech operatorów to minimum, żeby odpowiednio nagrać koncert. Od początku wiedzieliśmy, że w każdym mieście spędzimy niewiele czasu stykając się z dużą grupą ludzi w różnych sytuacjach. Próby i koncerty zajmowały większość dni dzielących podróże. Spędzaliśmy je razem, ale codziennie zmienialiśmy ustawienie kamer, żeby wciąż odkrywać nowe perspektywy.
Poza tym, część zadań wymagały stylistycznych specjalności danego operatora. Anthony Dod Mantle pracował u mego boku, blisko muzyków, dokumentując ich pracę. Alberto Venzago często był wyznaczany do rejestrowania codziennego życia w Azji. Jego umiejętność bycia niewidzialnym pozwalała mu stworzyć bardzo wyraziste, pełne emocji obrazy ludzi i ich codzienności. René Dame, z którym pracuję od ponad 10 lat, sfilmował większość wywiadów i znalazł wiele niezwykłych ujęć wielkich metropolii, które nadały filmowi niezwykły charakter wizualny. Konsultant HD Stefan Ciupek obsługiwał czwartą kamerę podczas prób i koncertów oraz dbał o techniczną jakość obrazu.
Wieczory spędzaliśmy często w pokoju hotelowym oglądając i oceniając materiał, co nie zawsze było łatwe. Do pewnego stopnia operatorzy byli w stanie podzielić się na cztery zespoły, ale pozostawało niewiele czasu na sen. Czasem było trudno stworzyć kompletny obraz, bo każdy z operatorów wnosił tylko jedną jego część. Nasz zespół musiał pracować w podobnym stylu, jaki zaobserwowaliśmy w orkiestrze.



Na czym się Pan skupiał filmując codzienne życie w trasie?
Kręcąc dokument operator musi nieustannie zamieniać zaobserwowane sytuacje w sceny; tworzyć w myślach zmontowaną scenę dokumentalną, opowiedzianą wizualnie historię, która ma początek, rozwinięcie i koniec. Skąd ta osoba pochodzi? Dokąd idzie? Co widzi? Jakie to uczucie?... Gdy rozmawiają dwie osoby, czasem potrzeba dwóch perspektyw, aby konwersacja była namacalna dla widza. To dla operatora duże wyzwanie. Nie zawsze ma wskazówki od reżysera, więc musi sam zarejestrować scenę z wyczuciem, jednocześnie nie zapominając o jej ostatecznym kształcie po montażu. Również dla reżysera jest to duży stres: widzi więcej niż operator przez obiektyw, ale nie może interweniować podczas kluczowych momentów.

Jak muzycy reagowali na obecność kamery?
Wielu dało nam do zrozumienia, że to miła odmiana. Naszym zadaniem nie było jedynie obsługiwanie kamer i mikrofonów, lecz przede wszystkim nawiązanie kontaktu z ludźmi. Każdy na swój sposób do tego dążył, aby w krótkim czasie stworzyć silną więź z bohaterami. Muzycy zapomnieli o kamerach mniej więcej po 24 godzinach, nawet podczas prób. Po prostu zawsze byliśmy obecni. W hotelu, przed hotelem, w salach koncertowych, przed i po próbach, podczas koncertu, na przyjęciach po występach, na śniadaniu, w autokarze na lotnisko, w samolocie… nie mieli ucieczki. Na początku taka sytuacja sprawiała trudności Simonowi Rattle’owi tuż przed i po koncertach. Potem zrozumieliśmy: on się wtedy koncentruje, przechodzi „metamorfozę”. Na początku było dużo ograniczeń, ale nim dotarliśmy do Tajpej nawet Simon przestał obawiać się wielkiego szklanego oka.

Jakie wrażenie zrobiły na Panu azjatyckie metropolie i jak pragnął je Pan przedstawić w filmie?
Z jednej strony, trzytygodniowe tournee o tak napiętym grafiku – sześć miast i cztery kraje – sprawia, że jest to szalenie powierzchowny rodzaj zwiedzania. Polega na wyglądaniu przez okno, spacerach po okolicy, oglądaniu świata w drodze z hotelu do sali koncertowej i podczas kilku wolnych popołudniowych godzin. Ale nawet te impresje, krótkie spojrzenie na nieznane światy i kultury skłania do refleksji i prowokuje do dyskusji. Co tu się dzieje? Kim jestem? Z drugiej strony, to ekscytujące, co trzy dni poznawać atmosferę innego państwa i jego osobliwości, tradycje i temperament. Właśnie dzięki szybkiemu tempu zmian charakter każdego miejsca tak wyraźnie nam się objawiał. Każda z ogromnym metropolii ma własny, unikalny rytm i mentalność.
Film pokazuje życie w trasie. Każde miasto to kolejny rozdział historii. Pekin jest miastem poszukującym poczucia orientacji. Seul stoi na przecięciu nowoczesności i tradycji, to bardzo ambitne, nastawione na karierę miasto. Szanghaj reprezentuje asertywność Chin. Jedyny prawdziwie zielony zakątek znaleźliśmy w Hong Kongu – piękne, zielone góry 10 minut za miastem, więc dla nas to miasto symbolizowało chwilę wytchnienia. Tajpej jest raczej szarym miastem, ale jego żądni wiedzy i entuzjastyczni mieszkańcy zrobili na nas wielkie wrażenie. Tokio było swego rodzaju powrotem do domu: Filharmonicy Berlińscy dają tam regularne występy od ponad 50 lat, wielu zna miasto tak dobrze jak Berlin. Historia zatoczyła koło.

Z jakimi założeniami rozpoczynał Pan etap montażu? Czy pojawiły się nowe motywy – np. samotność czy melancholia, które wyzierają z wielu wypowiedzi muzyków?
Oczywiście taki film, jak „W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji” tworzy się w dużej mierze w studiu montażowym. Jednak cała kompozycja wymagała konkretnej perspektywy: musieliśmy wiedzieć, czego szukamy. Tematy wywiadów zostały wcześniej ustalone. Montaż to długi proces selekcji i porządkowania scen. Przekopaliśmy się z Martinem Hoffmanem przez 300 godzin surowego materiału, trzeba było stworzyć transkrypcje 35 wywiadów, potem je przeczytać, przyporządkować do jednej z kategorii na podstawie ich cech, tematów i bohaterów. Niczym mozaika albo obraz, ostateczny produkt z każdym krokiem staje się wyraźniejszy. To długi proces wymagający mnóstwa cierpliwości i sporo wiary w siebie, bo struktura i efekt całości stają się widoczne dopiero po jakimś czasie. Następnie przychodzi moment, w którym trzeba rozstać się z materiałem i wypuścić go z rąk, choć tak bardzo się z nim zżyliśmy. Nie wiem, czy można powiedzieć, że temat samotności i melancholii był od początku w planach. Te uczucia są częścią życia, podobnie jak poszukiwanie wspólnych cech, czy tęsknota za miłością. Myślę, że poszukiwanie podstawowych aspektów, z których składa się życie i które stanowią motywy, bodźce i ograniczenia człowieka, jest obecne we wszystkich moich filmach.

Motywem przewodnim filmu jest utwór znajdujący się w programie tournee: „Ein Heldenleben” Richarda Straussa...
„Ein Heldenleben” to kontrowersyjne dzieło. Niektórzy go nie lubią, także niektórzy muzycy z orkiestry: być może dlatego, że Karajan tak często go z nimi grał. Utwór opowiada o podróży bohatera: zwiedza różne miasta na drodze ku zrozumieniu, ostatni zryw eskapizmu i spełnienie. Bohater spotyka przeciwników, ma bitwę do wygrania i przeszkody do pokonania, ale zdobywając doświadczenie życiowe nabiera dojrzałości… Mając to na uwadze i wiedząc, że utwór jest silnie powiązany z historią orkiestry - sam Richard Strauss grał go z Filharmonikami Berlińskimi – pomyślałem, że może to być figlarny i nieco ironiczny motyw przewodni stanowiący parabolę życia członka orkiestry. Ponadto ten potężny utwór wymaga pełnej orkiestrowej instrumentacji, dzięki czemu stanowi wspaniałą ilustrację kinowego obrazu.

Jak doszło do współpracy z Simonem Stockhausenem?
Poznałem Simona kilka lat temu, podczas pracy z młodzieżą przy edukacyjnym projekcie Filharmonii Berlińskiej. Jego otwartość i traktowanie wszelkich dźwięków jako muzyki zrobiło na mnie wrażenie. Nad filmem „W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji” pracowaliśmy razem przez 2 lata. Simon towarzyszył nam podczas tournee jako kompozytor ścieżki dźwiękowej. Gdziekolwiek się znaleźliśmy, były tam też jego mikrofony. Simon skoncentrował się na dźwiękach Azji i nagrał własny materiał. Zaczął tworzyć podczas trasy i od razu po powrocie do Berlina, a podczas montażu nieustannie udoskonalał swoje kompozycje. Pierwsze utwory z oryginalnymi dźwiękami nagranymi podczas trasy wykorzystaliśmy w roboczej wersji montażowej. Przy pracy nad wersją ostateczną zgraliśmy obraz i dźwięk w taki sposób, by spójnie się łączyły.
Po montażu rozwijaliśmy dalszą, bardzo nietypową współpracę w dziedzinie realizacji dźwięku: dążyliśmy do tego, by udźwiękowienie i muzyka filmowa stworzyły jedną całość. Muzyka Simona powstała z odgłosów codziennego życia, a realizator Tom Korr musiał je spoić z oryginalnym nagraniem, wypowiedziami muzyków, muzyką poważną i zarejestrowanymi scenami. Bardzo ważne było znalezienie równowagi pomiędzy dźwiękiem i obrazem, które rywalizują o uwagę widza. Musieliśmy zrezygnować z wielu tradycyjnych niepisanych zasad montażu dźwięku, ale było warto. Dzięki temu powstała zupełnie nowa jakość.



Do jakiego stopnia konflikt pomiędzy indywidualnością i społecznością pokazany w filmie jest obecny w świecie filmowców?
Podczas wywiadów z muzykami zawsze znajdowałem elementy wypowiedzi, z którymi mogłem się identyfikować. Chodzi o doskonałość, pragnienie stworzenia czegoś naprawdę świetnego. A jednocześnie, trzeba przetrwać ten konflikt, czyli jak mówi w filmie Aline Champion – zachować umiejętność cieszenia się życiem, dbając zarazem o wysoki poziom zawodowy.
Kręcenie filmów to praca zespołowa. Uwielbiam oglądać napisy końcowe; fascynuje mnie nagromadzenie tak wielu ludzi, którzy przekuwają pomysł w materiał. Ale wszyscy muszą znać kierunek i rolą reżysera, podobnie jak dyrygenta, jest wyznaczenie kursu. Jeśli mu się poszczęści, jego współpracownicy okażą się twórczymi osobami. Aby zrealizować swoją wizję, reżyser musi porwać tych ludzi i przekonać ich do niej. To bywa trudne.
W ten sposób odbieram film jako reżyser. Jestem pewien, że „W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji” jest pod wieloma względami parabolą społeczeństwa, życia we wspólnocie i dotyka pytań, które choć raz każdy z nas sobie zadał w pracy, w szkole, czy w domu rodzinnym... Wszędzie, gdzie musimy odnaleźć właściwą równowagę pomiędzy naszym pragnieniem samorealizacji i uznania, a pragnieniami osób, z którymi dzielimy życie.

„W poszukiwaniu harmonii. Podróż do Azji” miewa narrację przypominającą film fabularny. Jak by Pan opisał swój koncept filmu dokumentalnego?
Dlaczego dokument nie miałby być dobrze zrealizowany, pełen napięcia i emocji? Pragnę kręcić filmy kinowe, które poruszają i wciągają widzów. Chcę budować mosty umożliwiające podróż do nowego świata, uczestnictwo w czymś nieznanym. Istnieje tak wiele światów, które mijają się tuż obok nigdy wzajemnie się nie przenikając. Dokument pozwala je do siebie zbliżyć. Pokazać w sposób zrozumiały i przystępny emocjonalnie to, co nas jako ludzi łączy. To właśnie mój cel.


12345678910111213141516171819202122

KINO MURANÓW
ul. Gen. Andersa 1,

sprzedaż i rezerwacja biletów codziennie od godz. 10:00 do ostatniego seansu

UWAGA ZMIANA! nasze aktualne numery to:
(22) 635 25 29 i (22) 635 30 78
,

www.muranow.gutekfilm.pl
Siec kin studyjnych i lokalnychEuropa CinemasMedia EuropaGutek Film